wtorek, 22 marca 2016

Prologue

Nowy Jork jest największą metropolią w Stanach. Całe miasto jest wypełnione masą ludzi. Ludzi,którzy pochodzą z różnych krajów z całego świata. No tak jak Ja. Wysoka brunetka,w szpilkach prawie metr osiemdziesiąt,eleganckie ubrania. A tak po prostu Clara Robinson 32-letnia szefowa biura FBI (Federal Bureau of Investigation) pochodząca z Wysp Brytyjskich. Pewnie zastanawiacie się co ja tutaj robię? Całe 10 godzin od domu. Zaczęło się to dobre cztery lata temu. Pomijając fakt,że złapałam największego zbrodniarza,który był poszukiwany przez prawie rok we wszystkich Stanach. Od razu były szef a dokładnie Pan David Francesco odchodząc na emeryturę zostawił po sobie biuro. Przez dwadzieścia lat pracy jako szef miał swojego pupilka a dokładnie Tom'a. Zwykły czterdziestolatek,z którym od samego początku  nie potrafiłam się dogadać. Cały zespół był świecie przekonany,że to On będzie zastępcą,a tu niespodzianka. Kiedy wywołano moje nazwisko byłam pod wrażeniem. Od razu zajęłam miejsce w największym pomieszczeniu,który cały był oszklony z metalowymi żaluzjami. Tak jak to w prawdziwych filmach kryminalistycznych. Drewniane meble,skórzany fotel i w prawym rogu biurka metalowa płytka z moim imieniem i nazwiskiem,która świetnie się prezentowała. Ale największą atrakcją było wielkie,gigantyczne okno,które robiło za jedyną ścianę w tym biurze. Nie ukrywam w przerwie śniadaniowej biorę mój ulubiony czarny kubek z czerwonymi kwiatkami a w nim podwójne espresso obserwując co się dzieje na zewnątrz.. I tak właśnie zostałam całym szefem tych frajerów. Jedni mnie lubią,jedni nie. Jestem po prostu kobietą,która ma jaja. A po drugie muszą mnie lubić ,bo jestem jedyną kobietą oprócz mojej przyjaciółki i wiernej agentki Alice Collins. Niska,blondynka w zawsze rozpuszczonych włosach. Cudowna kobieta. Od razu po wybraniu mnie została moim zastępcą. Alice też ma pazurki, więc dzięki nam reszta zespołu,czyli drobne dwadzieścia osób zalicza się do mężczyzn. Twardych,mądrych,silnych facetów.
 Popchnęłam wielkie metalowe drzwi,na których widniał napis FBI. Tłumaczyć nie muszę,chyba co to.Przecież to oczywiste,że każdy z nas ma tutaj spluwę przy sobie i lepiej niech nie podchodzi. Szczególnie do mnie,gdyż moje kulki lubią celować prosto w najważniejszy cel zwany "Headshot". Wielki ponury korytarz,na którym kręci się w każdą stronę mnóstwo osób. Podchodząc do głównej recepcji,gdzie zgłasza się wszystkie sprawy naiwnych ludzi. Czy oni dalej nie rozumieją,że policja a FBI to nie jest TO SAMO! Myślałam,żeby napisać o tym książkę,ale nie mam kiedy.
- Coś nowego?- spoglądam na wysokiego ciemnoskórego mężczyznę,który spogląda zza komputera na mnie.
- Jak zawsze Claro.-lekko uśmiecha się podając wielką ilość kartek A4.
- Uwielbiam poniedziałki.- rzekłam idąc prosto do windy.
- Ja również.!-odkrzykuje,gdy drzwi zaczynają się zamykać. Wciskam guzik numer trzy. Na samą górę. Minęła nie cała minuta stwierdzam spoglądając na zegarek na lewej ręce. Drzwi metalowe odsuwają się ukazując szklane drzwi,za którymi są biura najlepszych z najlepszych. Ponownie ujrzałam napis FBI i przechodzę przez rozsuwane drzwi widząc grupę ludzi. Dokładnie dwadzieścia biurek z ciemnego drewna plus w zestawie skórzane fotele z laptopami. Idę wyprostowana z piersią do przodu trzymając pod prawą ręką górę papierów a na lewej torebkę. Stukot wysokich szpilek rozbrzmiewa się po całym wielkim pomieszczeniu. Czuję wszystkich spojrzenia,ale dalej twardo patrzę się na drzwi,które prowadzą do mojego prywatnego biura.
- Witam ekipę!- krzyczę będąc w połowie.- Alice zajmij się tym.- kładę stertę kartek.Jeśli coś ważnego przekaż mi. Będąc już na swoim terytorium zasuwam z każdej szyby metalowe zasłony. Zamykam drzwi kładąc torebkę na czarną dwu-osobową sofę a następnie siadam na swoim "tronie". Robię obrót o 180-stopni wbijając wzrok z ciepłą kawą w miasto. Poniedziałek- 8:03 -19 marca 2018r. Główna droga w kierunku Manhattanu jest całkiem zablokowana przez żółte taksówki oraz inne pojazdy. Setki tysięcy ludzi biegnie w kierunku swojego biurowca. Oprócz tego typu społeczeństwa dostrzegam mały procent sportowców, maniaków zwierząt i dzieci zmierzające w kierunku szkoły.
- Clara widziałaś co się dzieje!- automatycznie odwracam się widząc Tom'a ( widzę,że ma dobry humor),który wciska guzik na pilocie do telewizora wiszący wprost przed mną.
- Z ostatniej chwili! Dwóch mężczyzn w kominiarkach ucieka z porwanymi diamentami z jubilera z samego centrum Manhattanu, aktualnie pościg sprawuje policja.- podała informacje młoda dziennikarka z Good Morning America.
- Do jasnej cholery co wy tu jeszcze robicie!
Wstałam wychodząc do pomieszczenia,w którym było jedno wielkie zamieszanie.
- Tom, Eric pytam się co wy tu jeszcze robicie! Do roboty! Macie ich złapać. Rozumiecie? Daję wam 15 minut. - spojrzeli na mnie zakładając marynarkę oraz biorąc dokumenty wraz z legitymacją.
- Szybciej do cholery!
Wyciągnęłam służbowy telefon wciskając 123.
- Tak Clara?
- Dwa auta dla Tom'a i Eric'a.
- Już się robi.- odpowiedział kiedy się rozłączyłam.
- Miłej pracy.- posyłam lekki uśmiech wracając z powrotem. Siadam z powrotem na fotel biorąc łyka kawy,która jeszcze nie jest zimna.
- Alice połącz mnie z Tom'em.- spojrzałam na kobietę,która wpisała jakieś numery łącząc mnie z agentem.
- Jak tam?
- Prawie ich mamy.
- Jestem dumna, może podwyżkę dostaniesz.
- Naprawdę?
- Żartuję. Do roboty!- krzyczę do słuchawki wyciągając z szafki wielką czerwoną teczkę.


--------------------------------------------------------------------------------------------------

Witam!
Nowy,nowiutki! Blog!
Gorąco zapraszam do czytania.
Notki będą dodawane co Niedziele!
Do zobaczenia ! :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz